Wielki powrót, czyli ulotne chwile I chwilki z życia Debilki Emilki.

Witajcie, po exxxtremalnie długim czasie!

Nie będę się rozpisywać nad tym, czemuż to tak było, że tak długo nic się tu właściwie nie działo, bo na pewno jeszcze nad niejedną rzeczą się tu rozpiszę, a powodów jest kilka. W każdym razie dużo się działo w moim życiu, chociażby dlatego, że jednak minęły ponad dwa miesiące od ostatniego wpisu.

Ostatnio trafiają mi się same fajne książki, tak więc bardzo możliwe, że w całkiem niedalekiej przyszłości jakaś recenzyja się pojawi, no ale nie wiem, czy się pojawi i jaka. Btw. czytałam ostatnio kolejną biografię autorstwa Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej, „Jane Austen i jej racjonalne romanse”, więc bardzo możliwe, że to będzie to, chociażby dlatego, że była tu swego czasu recenzja „Na Plebanii W Haworth” tej samej autorki. Obecnie czytam jednak… „Dzieci Z Bullerbyn”, po raz chyba… nieee no, nie będę strzelać, ale myślę, że mało komu chce się tyle razy czytać jedną książkę, jak mi niektóre, przynajmniej raz w roku staram się pewne pozycje sobie odświeżyć i zawsze znajdę w nich cóś nowego, nierzadko zaskakującego, a nawet jeśli nie, to i tak sprawia mi to przyjemność. Recenzja „Dzieci Z Bullerbyn” jednak, jakoś mi się nie widzi, wszyscy to przecież znają, taką głęboką nadzieję przynajmniej

Mamy kotka! ośmielam się żywić.

Mamy kotka!

Jest to kot rosyjski niebieski, pisałam Wam już wcześniej, że wszyscy (oprócz Tatula, ale dobra) chcieliśmy mieć kota, a ja i Mamulka chciałyśmy mieć kota rosyjskiego. No więc stało się, nawet jakiejś większej alergii na niego nie mam, chociaż alergię na koty jako taką mam, a żeby było ciekawiej, objawiała mi się ona prawie wyłącznie katarem itp. a teraz głównie mam ją na skórze. Nasz kiciuś ma prawie cztery miesiące i jest u nas już prawie miesiąc, nazwałam go Misza, no bo w końcu rosyjski kot. Wiem, wiem, że raczej mało oryginalnie, ale brzmi ładnie i poza tym według mnie do niego pasuje, co z tego, że znam dwa koty i jednego psa o imieniu Misza. Mojej Mamuli kojarzy się z myszą (no comment, :D :D). Jest po prostu słodki, staram się być w tej opinii jak najbardziej obiektywna, może tylko za słodkie trudno uznać to, że Miszka od kilku dni ma jakiś regres i w nocy nie wie, gdzie zrobić kupę, chociaż wcześniej nie miał z tym problemów. Obecnie Miszka ma zapalenie spojówek, czym narobił Mamuli, Zofijce i mi sporo strachu, bo, jak to określiła Zofijka „oko mu się odwróciło gałką do góry”. Teraz jest już lepiej. Ja zyskałam kolejną niewinną istotę do zadręczania moimi monologami, oczywiście bez świadków, żeby nie było dowodów i żeby Misza nie miał się komu skarżyć w razie czego. Dzisiaj moja Mamulka mi czytała, że Jan Paweł II miał dwa koty rosyjskie, (kurczę, ja to go lubię, słuchał Enyi, jadł kremówki i miał rosyjskie koty. Wie co dobre), a ostatni car Rosji, Mikołaj II, będący zarazem moim ulubionym i jedynym bliżej mi znanym carem Rosji, o którego rodzinie czytałam jak dobrze liczę z pińć książek, miał kotkę rosyjską, której powierzał ponoć nawet największe tajemnice państwowe, to co, ja nie mogę sobie z Miszą podyskutować?

Ostatnio mam znowu moje lęki (nie wiem, może kiedyś się szerzej o tym rozpiszę, ale na pewno nie obecnie) i Misza jest mi sporą pomocą w tej sytuacji, przynajmniej jak nikogo nie ma w domu. Swego czasu z nim spałam i wtedy w ogóle nie miałam strasznych snów ani lęków w nocy, ale na razie współpraca z nim w tej kwestii jest jeszcze nieosiągalna, bo on nie umie mnie po ludzku obudzić, jak chce się załatwić, żebym mu otworzyła drzwi, a jak mu otwarte zostawię na całą noc, to budzi mnie co chwilę, wychodząc, wchodząc, miaucząc, włażąc mi na łóżko, chowając się co chwilę gdzie indziej, liżąc mnie po oczach, drapiąc po nogach itd. Obecnie z racji na ów ww. regres związany z podstawowymi czynnościami życiowymi Misza i tak jest zmuszony spać w łazience i wtedy kupa jest gdzie trza. Niestety, odkąd Misza jest u nas, dużo mniej lubię, jak Zofijka wraca ze szkoły, ponieważ wtedy Misza jest zarezerwowany niemal wyłącznie dla Zofijki, mam wrażenie, że może nie wbrew własnej woli, ale też niekoniecznie całkiem dobrowolnie, no ale dobra. :D Tak, jak podobno każdy kot, Misza lubi mieć ciepło, lubi więc komputery, a że jako kot rosyjski i w ogóle jako kot jest dość ciekawski, wykazuje zainteresowanie łażeniem po klawiaturach. W związku z tym, przyszedł mi do mózgu taki pomysł, który muszę jednak skonsultować z moimi Czytelnikami: co Wy na to, żeby na moim blogu stworzyć cykl dotyczący Miszy i współtworzony przez Miszę? Chodzi mi mniej więcej o to (dokładna idea skrystalizuje mi się pewnie w miarę tworzenia, a może i pod wpływem Waszych opinii), że co jakiś czas ukazywałby się wpis w imieniu Miszy, np. na górze jego własny „oryginał” wychodzony na klawiaturze, a pod spodem moje „tłumaczenie” czy też dedukcja, co autor miał na myśli, czyli po prostu wpisy w imieniu Miszy. Nie znam się jakoś wybitnie na tym, jak Misza czy każdy inny kot postrzega świat, więc byłaby to trochę moja twórczość inspirowana Miszą i z Miszą jako narratorem. Czekam na opinie, no i wgl.

Aam a hero, we baith ur heroes, yeah, yeah, yeah! :D

Odmówiłam moją drugą nowennę pompejańską w życiu i… cieszę się, że już po wszystkim. Jak ją skończyłyśmy z Mamulą, byłam po prostu szczęśliwa, że mam już to za sobą. No i stwierdziłam, oczywiście dla jaj, że jestem hiroł. Trzecia będzie nieprędko. Sama nie wiem, dlaczego są we mnie wyłącznie takie uczucia, właściwie było mi ją łatwiej odmawiać, niż tą pierwszą, odmawiałam ją z Mamulką, intencja też była taka, że łatwiej byłoby zauważyć jakieś efekty modlitwy, niż w tej pierwszej, co jest bardziej motywujące, ale jednak nic poza tym, co wyżej nie czuję. Nigdy wcześniej zdaje się nie pisałam tu o nowennie pompejańskiej, więc może trochę napiszę, o samej tej modlitwie, bo chociaż skutecznie i szeroko rozpowszechniana, jest jednak mało znana, a jeszcze rzadziej odmawiana, bo jest po prostu trudna. Wiele osób twierdzi jednak, jak można się przekonać na stronie:

pompejanska.rosemaria.pl

iż jest to modlitwa bardzo skuteczna, w końcu nazywa się ją nowenną nie do odparcia. Sama jeszcze tego namacalnie nie doświadczyłam, jednak nie mam powodu nie wierzyć tak licznym świadectwom i książkom na ten temat, zresztą może te osoby, za które się w obu nowennach modliłam zostały obdarzone już tymi łaskami, lub może innymi, pojęcia nie mam. Sama po pierwszej nowennie napisałam tam świadectwo, raczej po to, żeby po prostu obwieścić światu, iż i ja tą nowennę odmówiłam i podzielić się moim doświadczeniem, o niczym innym przecież napisać nie mogłam.

Nowenna pompejańska jest modlitwą maryjną, opartą na Różańcu, ku czci Matki Bożej z Pompejów, trwającą przez 54 dni, podzieloną na sześć małych nowenn (9 dni): trzy błagalne i trzy dziękczynne. Codziennie trzeba odmówić trzy (ewentualnie cztery) części Różańca, a przedtem wypowiedzieć intencję (tylko jedną), w której następnie modlimy się przez całą nowennę. Po odmówieniu wszystkich części odmawia się modlitwę końcową (przez pierwsze 27 dni błagalną, a następnie dziękczynną). Jak już się za to weźmiesz, to z czasem nie ma problemu, wielu ludzi, włącznie z mamusiami niemowląt i aktywnie pracującymi i żyjącymi ludźmi, odmawia tą modlitwę, ale weź się skup codziennie przez godzinę na modlitwie. Pod tym względem zupełnie nie byłam hiroł. Miałam serdecznie dosyć modlitwy po dwóch tygodniach. Zaczęłyśmy nowennę 1 marca, więc ostatni dzień wypadał 23 kwietnia, w święto Świętego Wojciecha. Z tym też faktem ściśle zwiazana była nasza intencja. W tym czasie odmawiałyśmy też normalne, to znaczy dziewięciodniowe nowenny do Dobrego Łotra, świętego Józefa, ja również do świętego Expedyta i świętego Wojciecha, więc duużo tego było, ale i intencja ważna, zresztą tylko w takich ludzie podejmują się chyba odmawiania tej nowenny.

Z innych religijnych rzeczy: dostałam od Mamulki ikonkę świętego Jacka, którego bardzo sobie cenię i uwielbiam. Wprawdzie ja już od dawna marzyłam o figurce, ale jak nie ma figurki to ikonka dobra rzecz. A, no i 4 maja jedziemy do Częstochowy, bo jest okazja, a po części też jako podsumowanie nowenny, chciałabym też mojego Tatula namówić, żebyśmy w wakacje pojechali do Legnicy do świętego Jacka, to znaczy do Jego kościoła.

Mam „pracę”

No i się cieszę, zwłaszcza, że (przynajmniej póki co) nic w związku z tym nie robię, a mam cóś około 2000 zł na koncie. I co miesiąc dostaję siedem stów no i jest git. Już chyba pisałam, że teraz Tatul to jest mój MR Chief. Noo i w tej kwestii to chyba tyle.

Studnia bez dna, czyli moja faza się rozvreeswija.

Tak jest. Odkąd egzystuję sobie spokojnie na Spotify, znalazłam takie mnóstwo nieznanych mi dotąd albumów i wykonań znanych mi już piosenek Cornelisa Vreeswijka, zarówno mniej lub bardziej ciekawych coverów jak i jego własnych wersji, że normalnie mózg mi się wywrócił na lewą stronę. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że tam i tak wszystkiego nie ma!!! To znaczy na Spotify nie ma wielu utworów Vreeswijka, które ja posiadam i które są na jakichś albumach, więc z tego po części dedukuję, a po części wiem, że na pewno nie ma tam też czegoś, o czego istnieniu ja nie mam najbardziej nawet zieloniutkiego, szmaragdowego ani nawet butelkowego pojęcia jeśli chodzi o twórczość Cornelisa. Cóż, trza by było się z tym pogodzić, jak i również z tym, iż to, czego ja nie mam, a co jest na Spotify, nie funkcjonuje nigdzie indziej w sieci. To jeszcze nie jest takie straszne, ponieważ może jest to wszystko na Itunesie, a jak tak to jest GITESS, że się tak wyrażę kolokwialnie i w ogóle nieadekwatnie do tematu i sytuacji. Coverów Vreeswijka jest natomiast sporo i na Spotify i na Internetach, w ogóle jakaś paranoja jest, kogokolwiek ze szwedzkich (a i nie tylko szwedzkich) artystów polubię, na ogół okazuje się, że przynajmniej raz coverował Vreeswijka, albo coś z nim miał wspólnego. Właściwie to nie paranoja, tylko obsesja, tylko ja już nie wiem czyja. :D Żeby było śmiszniej, jest sobie na tym świecie jeden Duńczyk, który postanowił zrobić album po szwedzku, ale w tym natłoku pięknych interpretacji, milutkich coverów i gryzących parodii utworów Vreeswijka postanowił wysilić się na oryginalność i w rezultacie mamy album o Cornelisie Vreeswijku. No czego to ludzie nie wymyślą. Mi to pasuje wybitnie, zwłaszcza, że album fajny jest. Tylko trochę nie rozumiem, skoro album jest o Cornelisie, momentami również nasz bardzo oryginalny Steen Svanholm zwraca się do samego Cornelisa, to dlaczego tak bezpośrednia nawijka nie toczy się po holendersku? :D trochę śmiszne, chociaż ja z tego też się cieszę, bo (póki co) rozumiem lepiej szwedzki niż holenderski, a facet ma fajny, lekki duński akcent, ale to już szczegół.

W ogóle a propos duńskiego Duńczyków itp. dochodzę do wniosków, że to nie jest chyba aż takie heroiczne mistrzostwo jak myślałam, żeby się dogadać z Duńczykami po szwedzku i zrozumieć ich piękną, charczącą nawijkę bez samogłosek. Primo: oni się potrafią dostosować, jak widzą, że któś nie ze Skandynawii się wysila po szwedzku i wtedy duński jest ponoć bardziej zrozumiały, secundo: te języki są jednak naprawdę podobne.

Świadczy o tym moja własna niedawna sytuacja: otworzyłam sobie jakąś stronę w sieci, przekonana, iż będę mieć do czynienia ze szwedzkim, nawet nie patrzyłam, czy rzeczywiście szwedzka strona, po prostu byłam tego pewna. A tu proszę… norweski? hmmm… no nie wiem, chyba tak, ważne, że jarzę. No i tak sobie czytałam, kulejąco, bo kulejąco, ale z może mniej więcej 80-procentowym zrozumieniem, po szwedzku bym zrozumiała więcej, ale pewnie też nie wszystko, jeszcze zależy jaki poziom słownictwa i w ogóle. Potem patrzę z jakiego kraju owa strona pochodzi i okazało się iż jest duńska, więc nieźle było. Pewnie, że czytać po duńsku jest łatwiej niż słuchać, ale też na pewno nie byłabym całkiem bezradna w obliczu takiej sytuacji. Z mówieniem po duńsku już gorzej, dla mnie to jest czarna magia, nie umiem imitować tych ich „kluchowatych”, acz intrygujących spółgłosek i jakoś niby wiem, jak to wszystko powinno brzmieć, ale akcent mi nie wychodzi. Gdybym bardziej lubiła duński, to pewnie by mnie załamało, a tak to mi wisi, może kiedyś mnie olśni, jak oni to robią, bo mi z tego wychodzi niemieckoszwedzki. Nie dziwię się duńskim dzieciom, że ponoć uczą się mówić najpóźniej ze wszystkich europejskich narodów. A ludzie mówią, że walijski jest trudny do wymówienia. Trudny jest, ale jak dla mnie tylko gramatycznie. Tak sobie seplenisz jak dzidziol, co w tym trudnego? Na tym między innymi polega dla mnie urok walijskiego, może nawet przede wszystkim, że ta wymowa jest taka troszkę śmiszna, ale zarazem jakaś dziwnie uroczysta, w końcu miano najstarszego języka w Europie zobowiązuje do jakiejś stateczności i podniosłości.

Mamusiu, co ja wypisuje w ogóle? Jaki bezsens. :D ciekawa jestem reakcji ludzkości na te moje rozkminy. :D to musi być śmieszne dla postronnych czytelników.

Cóż mi pozostaje wobec powyższego? Miłych snów, miłego wszystkiego, się zwijam, tylko jeszcze zostawię po sobie jakiś ślad multimedialny. Hmmm, niech będzie Eivor Palsdóttir.

Eivor Palsdóttir jest Farerką (w razie, gdyby komuś to słowo nic nie mówiło wyjaśniam, iż Farerka to kobitka z Wysp Owczych, sama tego jeszcze dwa lata temu nie wiedziałam), ubóstwiam jej wokal, jest taki expresywny jak język walijski. Eivor oczywiście z walijskim nie ma o ile wiem nic wspólnego, ale jej wokal i brzmienie walijskiego doprowadzają mnie do podobnego stanu, więc aż dziwne, że nie mam na nią większej fazy, niż mam. Jest dość znana, dlatego, że jest farerską piosenkarką, przy niewielkiej ilości Farerów tam chyba nietrudno o sławę w showbiznesie, a że dziewczyna śpiewa i po ingliszu i po farersku i po duńsku czasem, no i że ten wokal ma taki, jaki ma i szerokie zainteresowania muzyczne, to jest rozpoznawalna i poza Wyspami Owczymi i Skandynawią, poza tym podróżowała sporo z różnymi artystami. Ja ją kiedyś w radiu słyszałam, (tak, polskim), ale oczywiście w Dwójce, bo gdzież indziej. Nie mogę się zdecydować, jaką piosenkę od Eivor Wam podrzócić, więc pozwolicie, że będzie kilka utworów w archiwum Dropboxowym tym razem.

Eivor

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s