Anna Przedpełska-Trzeciakowska–“Na Plebanii W Haworth”. Recenzja książki.

Witajcie!

Czas by był na jakąś recenzję, jako, że ostatnimi czasy mam szczęście do bardzo fajnych książek. Siedzę sobie sama w domu, a w takiej sytuacji wpisy pisze się najlepiej. Jak wywnioskować można z tytułu wpisu, książką, która tak bardzo mnie poruszyła, że aż postanowiłam napisać recenzję, jest „Na plebanii w Haworth”, Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej. No fajnie, ale o czym to traktuje?

Książka owa jest biografią słynnego rodzeństwa Bronte, nie tylko trzech sióstr. Z tego, co wiem, wielu ludzi sądzi, że na owej plebanii mieszkały jedynie trzy siostry, no ewentualnie jeszcze ich brat, ale w rzeczywistości było ich sześcioro: Mary, Elizabeth, Charlotte, Branwell, Emily i Anne. Z tym, że Mary i Elizabeth zmarły w dzieciństwie na gróźlicę, a Branwell nie wsławił się niczym aż tak, jak jego trzy siostry. Od dawna miałam już zamiar przeczytać tą książkę, a jak nie tą, to jakąś inną na ich temat, jako, że od baardzo dawna fascynują mnie książki Charlotte i Emily, niestety Anne jeszcze nie czytałam, ponieważ nie mogłam nigdzie znaleźć w sieci jej powieści po polsku, a chociaż widziałam „The Tennant Of WIldfelt Hall”, to jednak wtedy się przeraziłam i stwierdziłam, że nie dam rady przeczytać tego w oryginale, obecnie sądzę, że w najbliższej przyszłości będę musiała przeczytać ową książkę, a w oryginale właściwie nawet lepiej.

Odkąd w książce pojawia się rodzeństwo Bronte, stwierdziłam, że nawet, gdybym wcześniej nic o nich nie słyszała, nie czytała „Dziwnych Losów Jane Eyre”, „Vilette” i „Wichrowych Wzgórz” po pięć razy, polubiłabym ich za same osobowości. Autorka ukazuje ich jako dzieci z bardzo bujną wyobraźnią, która to wyobraźnia dostarcza im na co dzień rozrywki w ich raczej biednym i monotonnym życiu i otoczeniu, które mają swoje krainy: Angrię (głównie domena Charlotte i Branwella) oraz Gondal (Anne i Emily). Wszyscy oni dużo czytają i dużo piszą, wyrastają w tym, chociaż w czasach, w których żyli, mało kto z ich pozycją materialną czy nawet społeczną umiał czytać i pisać. Sama nie wiem, kogo z nich lubię najbardziej, jedyną osobą, o której nie mogę powiedzieć nic konkretnego jest Elizabeth, o której nie ma prawie żadnych wiadomości co do tego, jaka była. O Mary niby też nie ma, ale Charlotte uwieczniła ją w postaci Helenki Burns z „…Jane Eyre”, co sprawia, ze z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że ją lubię i że pomimo młodego wieku była niezwykła. Najbardziej wyrazistą, bo najwięcej o niej wiadomo z jej zapisków, najbardziej kreatywną, najdłużej żyjącą i najwięcej piszącą z nich była Charlotte, postać z pewnością nietuzinkowa, dość impulsywna i z wyobraźnią rozbudzoną do tego stopnia, że świat angriański jawił jej się bezpośrednio przed oczami, jakby byłajakimś medium. Niektórzy są zwolennikami tak rewolucyjnych teorii,że to Charlotte napisała książki przypisywane jej siostrom, ażeby zapewnić im dostatnie życie, ale dla mnie jest to niewiarygodne, bo styl Emily jednak dość mocno różni się od stylu Charlotte. Właśnie. A propos stylu, to styl każdej z sióstr, a nawet styl Branwella, jest wyjątkowy, niepowtarzalny i mi osobiście strasznie się podoba.

Jeśli chodzi o Branwella, to najbardziej jest on znany jako malarz, konkretniej jako autor portretu swoich sióstr. Żałuję, że niczego nie wydał, dlatego, że jego styl, chociaż ciężkawy, bardzo rozwlekły i trochę patetyczny, zwłaszcza w dzieciństwie, strasznie mi się spodobał, więc, nawet, gdyby jego jedyna powieść była megalomaniakalną autobiografią, czego można się spodziewać, bo miał skłonności do megalomanii, ja bym ją na pewno przeczytała.

Emily lubię za jej stalowy charakter, również ciekawy styl, zwłaszcza w dzieciństwie (ehhh, dlaczego jej taki sam nie został?). Poza tym jest po prostu bardzo intrygującą postacią.

Anne lubię za jej delikatność, subtelność i po prostu za to, jaka jest. Podoba mi się w niej absolutnie wszystko.

Anna Przedpełska-Trzeciakowska opisała ich w bardzo przekonujący i ciekawy sposób, tak, że mimo, iż nie jest to powieść, rodzeństwo Bronte po prostu żyje w tej książce i to bardzo wyraźnie widać. No i nie wiem, jak autorka owej książki to zrobiła, że styl każdego z nich udało jej się tak dobrze przenieść na polski, w każdym razie według mnie to jej naprawdę dobrze wyszło. Myślę, że po lekturze tej książki będę musiała przeczytać nie tylko Anne, ale również powtórzyć sobie książki jej sióstr, skoro wiem już o nich coś więcej. Oczywiście cóś tam wiedziałam o nich już dawno, ale były to tylko suche fakty.

Przyczepiłabym się tylko do jednej rzeczy, chociaż nie wiem, czy powinnam się czepiać w ogóle, bo sama bym tej książki nie napisała ani w połowie tak dobrze, gdybym próbowała, ale jednak będę okropna i się przyczepię. Przeszkadzało mi w owej książce spolszczanie (bezcelowe według mnie) imion zarówno rodzeństwaBronte,jak i innych osób. Rozumiem takie zabiegi, gdyby książka powstawała jakieś pięćdziesiąt czy nawet więcej lat wcześniej, bo ludzie polscy niezbyt znali angielski i nie wiedzieliby jak to czytać, a w odbiorze książki to jednak problem, no ale ona powstała później i mówi o ludziach, których imion generalnie raczej się nie spolszcza, przynajmniej ja nie widziałam. Wiem, że to mało istotny szczegół, ale jednak irytujący, bo gdy Anne staje się Anną, czy Emily Emilią, dla mnie staje się w pewnym sensie nieco innym człowiekiem, no, ale to może tylko moje wykrzywione postrzeganie rzeczywistości. Przeżyłabym te spolszczenia i nie jęczała, gdyby nie to, że widać w nich niekonsekwencję. No bo skoro EMily jest Emilią, Charlotte Charlottą (nawiasem mówiąc, dobrze, że nie Karoliną :P), to dlaczego na przykład ich dziadek nazywany jest Hugh, a nie Hugonem,zwłaszcza, że jego żona jest Alicją? Zresztą, o ile dobrze kojarzę, pastor Bronte jest również Patrickiem, a nie Patrykiem,no to w końcu jak? No ale jak napisałam, jest to niewielki szczegół, który nie zmienia faktu, iż książka jest genialna.

Komu mogłabym ją polecić? Myślę, że w szczególności tym, którzy czytali, a przede wszystkim lubią książki sióstr Bronte. Poza tym również tym, którzy ogólnie interesują się literaturą, albo też tylko literaturą angielską, albo jeszcze węziej – powieściami wiktoriańskimi. No i wszystkim tym, których zaciekawiła moja recenzja.

W najbliższym czasie pojawi się recenzja kolejnej książki – tym razem Małgorzaty Musierowicz – „Feblik”, jako, że jest to nowa część Jeżycjady, którą również skończyłam czytać przed kilkoma dniami.

Jeszcze raz gorąco Wam polecam „Na plebanii w Haworth”. Długo się zastanawiałam, co Wam muzycznego rzucić na koniec tego wpisu. Niby sprawa jest prosta, baardzo lubię Kate Bush, a wpis o siostrach Bronte, to powinny być na koniec „Wuthering Heights” od Kate Bush (piosenka napisana przez Kate dzięki inspiracji „Wichrowymi Wzgórzami” Emily Bronte), no ale ta piosenka doczekała się sukcesu komercyjnego, więc pewnie wszyscy ją znają. A niepisane założenia mojego bloga są raczej takie, jeśli chodzi o muzykę, żeby tu było prędzej to, czego wszyscy nie znają, niż to, co wszyscy znają. Dlatego postanowiłam wrzucić Wam – owszem, „Wuthering Heights” – ale w wersji Hayley Westenra, a że jednak chciałabym pokazać Wam cóś fajnego od Kate Bush, to dziś będzie też drugi link, do mojej ulubionej piosenki Kate, czy raczej jednej z najbardziej ulubionych „Army Dreamers”.

Zachęcam do komentowania wpisu, chętnie poczytam Wasze wrażenia, jeśli ktoś z Was czytał jakąś książkę którejś z sióstr Bronte, albo może tą lub inną ich biografię, czy Was moja recenzja zachęciła, czy też może wręcz przeciwnie i co myślicie o „Wuthering Heights” i „Army Dreamers”.

Pozdrawiam.

Hayley Westenra–Wuthering Heights.
Kate bush–Army Dreamers.
Reklamy

2 uwagi do wpisu “Anna Przedpełska-Trzeciakowska–“Na Plebanii W Haworth”. Recenzja książki.

  1. Witaj,

    swoją recenzją zachęciłaś mnie do przeczytania tej książki, toteż wpisuję ja na listę książek do przeczytania. Tyle ich już mam na tej liście, ze nie wiem, kiedy je wszystkie przeczytam hahaha.

    Pozdrawiam, M.

    Lubię to

    1. Cieszy mnie ogromnie, iż zachęciła Cię moja recenzja, bo książka naprawdę jest warta przeczytania. A co do książek ogólnie, to mam podobnie, niby ciągle czytam, ale lista książek do przeczytania rośnie mi wręcz w zawrotnym tempie. Cóż, może to i dobrze, gdyby było odwrotnie, chyba bym się trochę martwiła.
      Pozdrawiam Cię i życzę miłej lektury.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s